Razem Bezpiecznie

Zadzwoń do nas lub napisz: 503 804 073 lub Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Razem Bezpiecznie - Projekty zrealizowane
LAURA

LAURA

poniedziałek, 04 marzec 2019 21:16

Leśna Chatka

Leśna chatka, to mały, przytulny domek w Nowej Morawie. Chatka z drewnianym tarasem z widokiem na góry, z huśtawką na drzewie, ciepłym kominkiem i ciekawym wystrojem. Tam właśnie spędziliśmy ostatnio weekend.

Wyjechaliśmy z Wrocławia już w piątek po południu, by wieczorem znaleźć się w środku zimy. Przywitał nas śnieg, lekki mróz, niebo pełne gwiazd… I wesoły ogień w kominku… Idealny czas i miejsce, by świętować okrąglutkie urodziny naszej niezastąpionej szefki. Był tort, świeczki, „sto lat” odśpiewane na kilka możliwych sposobów i wszystko, co w trakcie świętowania być powinno. I tak z tortem i winem wkroczyliśmy w sobotę.

A sobotni poranek powitał nas słońcem i piękną pogodą, która zresztą towarzyszyła nam przez cały wyjazd. Prezes ma chyba jakieś układy tam u góry, bo to już nie pierwszy wypad z tak cudną aurą. Po śniadaniu, z kanapkami w plecakach, raczkami na butach i kijkami w garści ruszyliśmy pod górę, by zagłębić się w zimowym lesie i, w śniegu, oczywiście.

Na początku trochę na dziko, więc nieco się zapadaliśmy, ale potem, gdy wyszliśmy na szlaki, przygotowane pod biegówki, szło się już bardzo dobrze. Mozolnie i systematycznie pięliśmy się pod górę, by w pełnym słońcu wdrapać się na najwyższy szczyt w okolicy. Zaśnieżony Śnieżnik był tym razem w dobrym humorze. Powitał nas rozległymi widokami i błękitnym niebem. Szybka kanapka, sesja zdjęciowa i schodzimy, bo wieje i robi się chłodno, a w kamienickim browarze czeka na nas zarezerwowany stolik i obiad. Zejście dość długie, ale niezbyt męczące. Potem jeszcze trzeba przejść asfaltem prawie przez całą Kamienicę, by w końcu zasiąść w ciepełku i posilić się po całym dniu wędrówki.

Rozleniwiliśmy się trochę przy piwie i grzanym winie i w konsekwencji do chatki wróciliśmy już najprostszą z możliwych dróg. Rozsiedliśmy się w sali kominkowej, by spędzić razem kolejny, miły wieczór.

Niedziela okazała się równie piękna jak sobota. Zrobiło się naprawdę ciepło. Poranek upłynął nam na śniadaniu, pakowaniu, zjazdach na jabłuszkach z pobliskiej górki i ogólnie na podziwianiu okolicy. Potem grupa nam się rozdzieliła. Niektórzy uznali, że mają już dość i nigdzie dzisiaj nie idą, pozostali zaś stwierdzili, że pogoda jest taka, że żal jej nie wykorzystać.

Naszym niedzielnym celem była najpierw Sucha Przełęcz. Długie podejście po wyratrakowanym szlaku, podczas którego zrobiło się nam naprawdę ciepło. Potem trochę na dziko, zapadając się w śniegu i rzucając śnieżkami i znaleźliśmy się po czeskiej stronie. Postanowiliśmy zjeść obiad u naszych południowych sąsiadów, więc pomaszerowaliśmy do odległej o 4km hospody. Niestety, obiadu dla niektórych brakło, ale za to pysznych knedlików z borówkami było pod dostatkiem.

Pokrzepieni i zadowoleni ruszyliśmy w drogę powrotną. Tym razem po własnych śladach, co nam się rzadko zdarza. Przed nami było jeszcze około 12 km zaśnieżonego lasu, powoli chylącego się ku zachodowi słońca, bezchmurnego nieba i spokoju gór.

Do busa doszliśmy już po zmroku i tu zakończyła się nasza śnieżnicka przygoda.

A z ciekawostek… Jeśli ktoś myśli, że nie da się przejść kilkunastu kilometrów po śniegu w klapkach, to się myli. Da się, wystarczy tylko, żeby buty odmówiły współpracy… Heh.

-AgaN-

p.s. Szacun dla Mariusza.

Galeria.

czwartek, 21 luty 2019 20:59

Leśna Chata

Drewniana chatka z kominkiem, taras z widokiem na góry, drzewo z huśtawką. Taki start w śnieżną przygodę przy kawce i torcie ... Potem już tylko słońce, biel i błękit. Zdobyliśmy śnieżny Śnieżnik, odwiedziliśmy browar Kamienica, rzucaliśmy się śnieżkami, przeprawialiśmy przez strumień, a na deser były jagodowe knedliki i ogromny księżyc. Piękna zima. I na szczęście był słonik :)

Najfajniejsza chatka: https://www.facebook.com/LesnaChataNowaMorawa/

Galeria.

Relacja Agi.

środa, 02 styczeń 2019 20:49

Grafik 2019

Zgodnie z listą życzeń i wychodząc naprzeciw grafikom w korporacjach ogłaszamy luźny plan działania na rok 2019 :)

W zimie spotykamy się w Leśnej Chacie i na Izeriadzie w Chacie Górzystów. Aby przyśpieszyć działania, pobiegniemy w IV Biegu dla Hospicjów we Wro. 

Wiosnę otwieramy na rowerach w sobotę 23go marca, a tydzień później spacerujemy na Trójgarb, aby zobaczyć nową wieżę widokową.

W kwietniu zapraszamy na weekend w górach tuż obok, a miesiąc kończymy i zaczynamy maj wspólną 9dniową wyprawą. Pod koniec maja szalejemy na trasach single w Czechach i koło Świeradowa. 

Na uspokojenie w czerwcu zapraszamy w Bieszczady w terminie 5-10, na piesze napawanie się przyrodą. 

Sierpień zaczniemy od spływu tratwami i zwiedzaniu Biebrzańskiego Parku Narodowego. Potem panowie ruszają 15go sierpnia na kolejną Męską Wyprawę Rowerową, a panie zapraszamy na Damski Weekend Lajtowy.

Na wrzesień zaplanowaliśmy 4 dni w Słowackim Raju i 4 dni na rykowisku w Beskidach.

W październiku ruszamy z plecakiem na weekend w góry.

A pomiędzy robimy koneserskie wycieczki rowerowe, kajaki, pontony, marsze, zwiedzanie, ogniska, wariactwa i kolekcje przygód.

Oczywiście, liczba miejsc ograniczona :) Szaleństwa trzeba dozować :)

niedziela, 23 grudzień 2018 21:00

SSS 2018

Spotkaliśmy się w cieple i przy blasku lamp (bez namiotów...). Razem, patrząc na rok 2018, z myślą o planach na 2019 i marzeniach na następne 20 lat. Wspominaliśmy Czeską Szwajcarię, czeskich bardów, Tatry w krokusach, jazdy przez poligony, bunkry, wiosła w wodzie, Alpy wzniosłe, łąki, pagóry, techniczne zjazdy i mordercze podjazdy. Marsze na 32 km i zdobycie Pradziada, perełki naszej wrocławskiej okolicy. Na kolejnym Spotkaniu Sympatyków Stowarzyszenia spojrzeliśmy na siebie nawzajem, zmienionych i niezmiennych, w nowych rolach, wspomnieliśmy nieobecnych. Fajnie było po raz kolejny spotkać towarzyszy w drodze, na której wciąż liczy się słowo: przygoda :)

Zgodnie z tradycją napisaliśmy listę marzeń i wycieczek na 2019 r.: Norwegia, Babia Góra, Czarnogóra, Bornholm dookoła (nie wodą), Bieszczady, Hiszpania, Portugalia, Madagaskar, Kuba, Nowa Zelandia, Czechy (zawsze), Mlada Boleslaw, Rodopy, Rysy po słowacku, Dolomity, góry Rumunii, byle gdzie, byle Razem :)

niedziela, 23 grudzień 2018 20:34

Paczka :)

Akcja „świątecznej paczki” dla dzieci i pacjentów Wrocławskiego Towarzystwa Opieki Paliatywnej zakończona sukcesem. Dzięki Wam udało się skomponować 45 paczek dla dorosłych i 18 dla dzieci. Dodatkowo wielu pacjentów dostało dużo środków czystości i higieny, co w zwyczajnym dniu bardzo im pomoże.

Pomogliście nie tylko tym maluchom, ale również zapomnianym babciom i dziadkom. Mikołaj się spisał, chociaż też już niemłody :) Brawo Wy!

środa, 12 grudzień 2018 21:46

Powiatowo na Sportowo - Sobótka

Ostatnia wycieczka z Powiatem Wrocławskim w tle, czyli rajd po magicznej Gminie Sobótka listopadową porą. Z rana mroźno, potem słonecznie, z pięknym zachodem słońce, krystalicznością powietrza i ostatnią jesienną wizytą w Schronisku pod Wieżycą. Podjazdy, zjazdy, singletracki, łąki, sady, pola i lasy. Wszystko tu znajdziecie. Ależ ta nasza Ślęża piękna jest!

Legenda o Ślęży.

środa, 12 grudzień 2018 21:34

100 na 100

100 km na 100-lecie Niepodległości. Jak wielu, tak i my. Ruszyliśmy w pierwszych promieniach, wracaliśmy w ostatnich. Ale pięknie było. Tak jak trzeba. Kolejne 100 lat!

środa, 12 grudzień 2018 20:54

Jeseniki

Naszą superwycieczkę w masyw Pradziada rozpoczęliśmy piątkowego poranka. Słoneczny początek dnia sprawiał, że mieliśmy doskonałe humory, zwłaszcza, że większość z nas wyrwała się zza biurek.  Po drodze w Javorniku wyskoczyliśmy na małe zakupy z serii dla każdego według potrzeb – jedni browarki, inni czekoladę. Nasz górski hotel, do którego wjechaliśmy jak „VIP” asfaltową drogą, okazał się budynkiem z lat ’70 położonym nieopodal Pradziada, którego wierzchołek i charakterystyczną wieżę widzieliśmy z okien. Poczuliśmy się bosko- wow, jesteśmy wśród lasu i ani  trochę nie zmęczeni. Bus w drodze pod górę co prawda lekko niedomagał, ale zagłuszyliśmy dziwne dźwięki z zawieszenia głośną muzyką.

Po zakwaterowaniu ruszyliśmy w przepiękną trasę w stronę Karlovej Studanki. Śmiesznie było zaczynać trasę trochę na odwrót - idąc w dół. Po drodze podziwialiśmy widoki, a promienie jesiennego słońca i błękit nieba podnosiły nasz poziom szczęścia. Po zejściu czas było wracać w górę - tym razem inną drogą przez malowniczą dolinę rzeki, poprzecinaną drewnianymi mostkami, zwalonymi drzewami, omszonymi głazami. Trasa była wymagająca, nie raz nie dwa trzeba było robić milowe kroki pod górę i uważać na śliskie kamienie. Niemniej pokonaliśmy ją w czasie szybszym niż planowany, co pozwoliło nam jeszcze na postój w Barbarce i mały odpoczynek w drodze do hotelu. Tak, do hotelu, ponieważ nie było to schronisko górskie - w restauracji, obsługiwał nas bardzo miły pan kelner. W menu figurowało danie z ryżem, ale okazało się, że nasz super hotel nie ma ryżu w zapasie, ale nawet mimo to kolacja była bardzo dobra. Pan kelner obiecał ryż na kolejny dzień. Jako że nasza koleżanka Ruda Ania świętowała piękny okrągły jubileusz, wieczór był wyjątkowy, były prezenty, uściski i odśpiewane 100 lat!

Rano śniadanie pozytywnie zaskoczyło nas wszystkich - solidne porcje i dwa ciepłe napoje dały energię każdemu. Na dworze czekało niemiłe zaskoczenie, oprócz pięknego słońca i błękitu, straszliwy wiatr, który urywał głowę i zatykał usta. Ruszyliśmy w trasę, która miała być na 26 km, a jej uwieńczeniem zdobycie Pradziada. Maszerowaliśmy dzielnie po przepięknym masywie.  Mijaliśmy ciekawe drewniane zabudowy, jakieś górskie chatki i bunkry oraz grzyby, ale w przewadze te niejadalne. W pewnym miejscu dotarliśmy do schodów, jakieś 100-150 w górę. Po wejściu na górę zobaczyliśmy olbrzymi betonowy zbiornik wodny. Wokół zbiornika spacerowało sporo ludzi, nie zrażających się silnym wiatrem. Podziwialiśmy ten niecodzienny widok w górach i w efekcie nasza grupa podzieliła się na dwie, z czego jedna zagubiła się. Czekaliśmy i czekaliśmy przy budce z kiełbasa i piwkiem, ale wciąż nie było ich widać. Kiedy dotarli okazało się, że zrobili niepotrzebne kółko wokół całego zbiornika, kiedy stracili nas z oczu. Na szczęście zgubiona ekipa nie była bardzo zła z tego powodu. Kontynuowaliśmy wędrówkę w dół ścinając serpentyny asfaltowej drogi na przełaj. Czekał nas jeszcze jeden długi trawers w dół, po chaszczach bez szlaku i po bardzo stromym zboczu. Przeklinając w duchu przewodnika i jego genialne pomysły zsuwaliśmy się w dół całkiem długo. Każdy myślał chyba to samo, skoro tak mocno tracimy wysokość, trzeba będzie się zacząć wspinać skoro celem jest pradziad. Po zakończeniu schodzenia szliśmy zboczem góry. W pewnym momencie dotarliśmy do drogi asfaltowej, która dla niektórych z nas okazała się punktem kryzysowym. Asfalt ciągnął się jak flak, długim łagodnym wzniosem, noga za nogą kroczyliśmy naprzód. W końcu ta nieprzyjemna część trasy była za nami i czekał na nas ostatni etap - podejście pod Pradziada. Przewodnik obmyślił trasę mistrzowsko, najpierw nas porządnie wymęczył, a na sam koniec, kiedy w nogach już kilometry, zostawił gwóźdź programu i wejście na szczyt Pradziada. Nie było jednak innej opcji, jeśli ktoś chciał nocować w hotelu. Wspinaliśmy się, więc dzielnie przez gęsty las, później rzadszy las i na końcu kosodrzewinę, by w końcu dojść do asfaltu wiodącego na szczyt. Do restauracji na Pradziadzie docieraliśmy już po zmroku. Okazało się później, że zamiast planowanych 26 km, w nogach mieliśmy dobre 30 km.  Ostatnim etapem było dojście do hotelu. Szliśmy pokrzepieni smaczną kolacją zjedzoną na Pradziadzie, podziwiając rozgwieżdżone niebo i wdychając całkiem ciepłe powietrze jak na październik. Magda raczyła nas opowieściami o staruszce turystce, która z wózkiem i lalką z wydłubanymi oczami nawiedza wędrowców w górach. Powiało grozą. Ale dotarliśmy bezpiecznie do naszej bazy. Po tak długim marszu w pokoju dziewczyn długo rozbrzmiewały śmiechy, które przyciągnęły nieproszonych gości. Do naszego pokoju wpakowali się panowie z piętra, którzy chcieli dołączyć do zabawy. Jako, że byłyśmy już w piżamach, te odwiedziny nie do końca nam pasowały, zwłaszcza, że z panami do pokoju wparował ich pies. Nawiązaliśmy międzynarodowy dialog i po polsko-czesku-angielsko-niemiecku próbowałyśmy się dogadać. W sukurs przyszła nam Laura, którą chyba zaniepokoiły głośne dźwięki. Dzięki jej dyplomatycznym talentom, po jakimś czasie udało się i koledzy sobie poszli, a my mogłyśmy iść spać.

Nasz ostatni dzień w Jesenikach był nieco emerycki, ale nie bez uroku. Mieliśmy okazję pochodzić po zabytkowej Karlovej Studance, przejść się na kamień Rudolfa i podziwiać z niego odległego Pradziada. Pogoda znów nas zaskoczyła, było tak ciepło, że kurtki były zbędne. Na trasie złociły i czerwieniły się liście. Relaksacyjny dzień, z obowiązkową wizytą w pijalni na uzupełnienie płynów zakończyliśmy jedząc obiad, a nawet deser-ostatnie lody z okienka przed zimą!

-Asia-

Komentarz administratora: do końca życia będziecie pamiętać tą wycieczkę, hehe.

środa, 12 grudzień 2018 19:56

Kotlina 2

Na wspomnienie ostatniej dwudniówki w pełnym słońcu popatrzcie na piękną Kotlinę Kłodzką z przeskokiem na czeską stronę. MTB (Mam Tu Bagaż) w wydaniu RB po raz kolejny... No bo dlaczego nie :)

Były łąki, szutry, techniczne zjazdy, nocleg na stoku narciarskim. Pierwszy dzień łojenia w górę, przełęcze i mordercze podjazdy (bo z namiotem). Za to drugi dzień to zjazd na pełnym lajcie. Lato, no weź... wróć.

Galeria.

wtorek, 20 listopad 2018 22:31

Zbiórka!

RB ponownie zaprasza do wspólnego działania na rzecz hospicjum we Wro. Potrzebują naszego wsparcia pacjenci i ich rodziny oraz, co ważne, dzieciaki, których rodzice byli pacjentami lub nadal są pod opieką. W tym roku chcemy się skupić nie tylko na smutnych dzieciach, ale na zapomnianych dziadkach i babciach… czyli na potrzebach starszych podopiecznych hospicjum, często samotnych i bez pomocy. Zbieramy przede wszystkim środki czystości i higieny, które w trakcie opieki są cały czas potrzebne, oraz:
- pościel i ręczniki, również używane, ale naprawdę w dobrym stanie (niepodarte i niepoplamione),
- sudocrem,
- pampersy dla dorosłych,
- koszulki typu T-shirt w różnych rozmiarach, które są najlepszą odzieżą dla pacjentów – nowe,
- przybory szkolne dla dzieciaków,
- zabawki, gry, książki i odzież dla dzieciaków - nowe,
- słodycze.
Pod opieką są dzieci w wieku od 3 do 15 lat.
Ponieważ mają to być paczki świąteczne fajnie byłoby darować tylko rzeczy nowe. W końcu to mają być prezenty :) Zbiórka odbywa się w siedzibie biura hospicjum w szpitalu przy Placu Hirszfelda lub w umówionym z Wami miejscu. Dajcie znać :) Przyjmiemy też podarunki na SSS.

Strona 1 z 35
Jesteś tutaj: Home Zrealizowane LAURA

Na naszej stronie wykorzystywane są pliki cookies. Stosujemy je w celach zapewnienia maksymalnej wygody użytkowników przy korzystaniu z naszych serwisów. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij w AKCEPTUJĘ. Jeżeli nie wyrażasz zgody - zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej w naszej Polityce Prywatności ( zobacz ).

EU Cookie Directive Module Information