Główna zawartość

środa, 12 grudzień 2018 20:54

Jeseniki

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Naszą superwycieczkę w masyw Pradziada rozpoczęliśmy piątkowego poranka. Słoneczny początek dnia sprawiał, że mieliśmy doskonałe humory, zwłaszcza, że większość z nas wyrwała się zza biurek.  Po drodze w Javorniku wyskoczyliśmy na małe zakupy z serii dla każdego według potrzeb – jedni browarki, inni czekoladę. Nasz górski hotel, do którego wjechaliśmy jak „VIP” asfaltową drogą, okazał się budynkiem z lat ’70 położonym nieopodal Pradziada, którego wierzchołek i charakterystyczną wieżę widzieliśmy z okien. Poczuliśmy się bosko- wow, jesteśmy wśród lasu i ani  trochę nie zmęczeni. Bus w drodze pod górę co prawda lekko niedomagał, ale zagłuszyliśmy dziwne dźwięki z zawieszenia głośną muzyką.

Po zakwaterowaniu ruszyliśmy w przepiękną trasę w stronę Karlovej Studanki. Śmiesznie było zaczynać trasę trochę na odwrót - idąc w dół. Po drodze podziwialiśmy widoki, a promienie jesiennego słońca i błękit nieba podnosiły nasz poziom szczęścia. Po zejściu czas było wracać w górę - tym razem inną drogą przez malowniczą dolinę rzeki, poprzecinaną drewnianymi mostkami, zwalonymi drzewami, omszonymi głazami. Trasa była wymagająca, nie raz nie dwa trzeba było robić milowe kroki pod górę i uważać na śliskie kamienie. Niemniej pokonaliśmy ją w czasie szybszym niż planowany, co pozwoliło nam jeszcze na postój w Barbarce i mały odpoczynek w drodze do hotelu. Tak, do hotelu, ponieważ nie było to schronisko górskie - w restauracji, obsługiwał nas bardzo miły pan kelner. W menu figurowało danie z ryżem, ale okazało się, że nasz super hotel nie ma ryżu w zapasie, ale nawet mimo to kolacja była bardzo dobra. Pan kelner obiecał ryż na kolejny dzień. Jako że nasza koleżanka Ruda Ania świętowała piękny okrągły jubileusz, wieczór był wyjątkowy, były prezenty, uściski i odśpiewane 100 lat!

Rano śniadanie pozytywnie zaskoczyło nas wszystkich - solidne porcje i dwa ciepłe napoje dały energię każdemu. Na dworze czekało niemiłe zaskoczenie, oprócz pięknego słońca i błękitu, straszliwy wiatr, który urywał głowę i zatykał usta. Ruszyliśmy w trasę, która miała być na 26 km, a jej uwieńczeniem zdobycie Pradziada. Maszerowaliśmy dzielnie po przepięknym masywie.  Mijaliśmy ciekawe drewniane zabudowy, jakieś górskie chatki i bunkry oraz grzyby, ale w przewadze te niejadalne. W pewnym miejscu dotarliśmy do schodów, jakieś 100-150 w górę. Po wejściu na górę zobaczyliśmy olbrzymi betonowy zbiornik wodny. Wokół zbiornika spacerowało sporo ludzi, nie zrażających się silnym wiatrem. Podziwialiśmy ten niecodzienny widok w górach i w efekcie nasza grupa podzieliła się na dwie, z czego jedna zagubiła się. Czekaliśmy i czekaliśmy przy budce z kiełbasa i piwkiem, ale wciąż nie było ich widać. Kiedy dotarli okazało się, że zrobili niepotrzebne kółko wokół całego zbiornika, kiedy stracili nas z oczu. Na szczęście zgubiona ekipa nie była bardzo zła z tego powodu. Kontynuowaliśmy wędrówkę w dół ścinając serpentyny asfaltowej drogi na przełaj. Czekał nas jeszcze jeden długi trawers w dół, po chaszczach bez szlaku i po bardzo stromym zboczu. Przeklinając w duchu przewodnika i jego genialne pomysły zsuwaliśmy się w dół całkiem długo. Każdy myślał chyba to samo, skoro tak mocno tracimy wysokość, trzeba będzie się zacząć wspinać skoro celem jest pradziad. Po zakończeniu schodzenia szliśmy zboczem góry. W pewnym momencie dotarliśmy do drogi asfaltowej, która dla niektórych z nas okazała się punktem kryzysowym. Asfalt ciągnął się jak flak, długim łagodnym wzniosem, noga za nogą kroczyliśmy naprzód. W końcu ta nieprzyjemna część trasy była za nami i czekał na nas ostatni etap - podejście pod Pradziada. Przewodnik obmyślił trasę mistrzowsko, najpierw nas porządnie wymęczył, a na sam koniec, kiedy w nogach już kilometry, zostawił gwóźdź programu i wejście na szczyt Pradziada. Nie było jednak innej opcji, jeśli ktoś chciał nocować w hotelu. Wspinaliśmy się, więc dzielnie przez gęsty las, później rzadszy las i na końcu kosodrzewinę, by w końcu dojść do asfaltu wiodącego na szczyt. Do restauracji na Pradziadzie docieraliśmy już po zmroku. Okazało się później, że zamiast planowanych 26 km, w nogach mieliśmy dobre 30 km.  Ostatnim etapem było dojście do hotelu. Szliśmy pokrzepieni smaczną kolacją zjedzoną na Pradziadzie, podziwiając rozgwieżdżone niebo i wdychając całkiem ciepłe powietrze jak na październik. Magda raczyła nas opowieściami o staruszce turystce, która z wózkiem i lalką z wydłubanymi oczami nawiedza wędrowców w górach. Powiało grozą. Ale dotarliśmy bezpiecznie do naszej bazy. Po tak długim marszu w pokoju dziewczyn długo rozbrzmiewały śmiechy, które przyciągnęły nieproszonych gości. Do naszego pokoju wpakowali się panowie z piętra, którzy chcieli dołączyć do zabawy. Jako, że byłyśmy już w piżamach, te odwiedziny nie do końca nam pasowały, zwłaszcza, że z panami do pokoju wparował ich pies. Nawiązaliśmy międzynarodowy dialog i po polsko-czesku-angielsko-niemiecku próbowałyśmy się dogadać. W sukurs przyszła nam Laura, którą chyba zaniepokoiły głośne dźwięki. Dzięki jej dyplomatycznym talentom, po jakimś czasie udało się i koledzy sobie poszli, a my mogłyśmy iść spać.

Nasz ostatni dzień w Jesenikach był nieco emerycki, ale nie bez uroku. Mieliśmy okazję pochodzić po zabytkowej Karlovej Studance, przejść się na kamień Rudolfa i podziwiać z niego odległego Pradziada. Pogoda znów nas zaskoczyła, było tak ciepło, że kurtki były zbędne. Na trasie złociły i czerwieniły się liście. Relaksacyjny dzień, z obowiązkową wizytą w pijalni na uzupełnienie płynów zakończyliśmy jedząc obiad, a nawet deser-ostatnie lody z okienka przed zimą!

-Asia-

Komentarz administratora: do końca życia będziecie pamiętać tą wycieczkę, hehe.

środa, 12 grudzień 2018 19:56

Kotlina 2

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Na wspomnienie ostatniej dwudniówki w pełnym słońcu popatrzcie na piękną Kotlinę Kłodzką z przeskokiem na czeską stronę. MTB (Mam Tu Bagaż) w wydaniu RB po raz kolejny... No bo dlaczego nie :)

Były łąki, szutry, techniczne zjazdy, nocleg na stoku narciarskim. Pierwszy dzień łojenia w górę, przełęcze i mordercze podjazdy (bo z namiotem). Za to drugi dzień to zjazd na pełnym lajcie. Lato, no weź... wróć.

Galeria.

wtorek, 20 listopad 2018 22:31

Zbiórka!

Oceń ten artykuł
(1 głos)

RB ponownie zaprasza do wspólnego działania na rzecz hospicjum we Wro. Potrzebują naszego wsparcia pacjenci i ich rodziny oraz, co ważne, dzieciaki, których rodzice byli pacjentami lub nadal są pod opieką. W tym roku chcemy się skupić nie tylko na smutnych dzieciach, ale na zapomnianych dziadkach i babciach… czyli na potrzebach starszych podopiecznych hospicjum, często samotnych i bez pomocy. Zbieramy przede wszystkim środki czystości i higieny, które w trakcie opieki są cały czas potrzebne, oraz:
- pościel i ręczniki, również używane, ale naprawdę w dobrym stanie (niepodarte i niepoplamione),
- sudocrem,
- pampersy dla dorosłych,
- koszulki typu T-shirt w różnych rozmiarach, które są najlepszą odzieżą dla pacjentów – nowe,
- przybory szkolne dla dzieciaków,
- zabawki, gry, książki i odzież dla dzieciaków - nowe,
- słodycze.
Pod opieką są dzieci w wieku od 3 do 15 lat.
Ponieważ mają to być paczki świąteczne fajnie byłoby darować tylko rzeczy nowe. W końcu to mają być prezenty :) Zbiórka odbywa się w siedzibie biura hospicjum w szpitalu przy Placu Hirszfelda lub w umówionym z Wami miejscu. Dajcie znać :) Przyjmiemy też podarunki na SSS.

czwartek, 08 listopad 2018 19:45

Jeseniky 2018

Oceń ten artykuł
(5 głosów)

Żyleta. Tak można powiedzieć o ostatniej pieszej wyprawie RB. Jeseniky 2018 w pięknym jesiennym słońcu. Niesamowite wrażenie przestrzeni i błękitu, magiczny szlak wodospadów Białej Opawy, piwo na Pradziadzie, Barbórka, technologiczny cud czeski - elektrownia szczytowo-pompowa z widokiem na iglicę i ścieżki, ścieżki, górskie ścieżki. Pomiędzy: urodziny z układem choreograficznym męskiego zespołu tanecznego RB, tort z frytek, kelner z kakao i amanci z psem. Na koniec wisienka na torcie, urokliwy kurort, czyli Karlova Studanka. Ach, Czechy...

Galeria.

Relacja.

środa, 07 listopad 2018 19:40

SSS 2018

Oceń ten artykuł
(5 głosów)

Spotkanie Sympatyków Stowarzyszenia. Po raz kolejny spotkamy się, aby wspólnie podsumować rok, poopowiadać i wymarzyć sobie nowe wyzwania. Pora na wręczenie Niespodzianki najwytrwalszemu rowerzyście i wyjątkowemu piechurowi. Czas się spotkać i Razem wznieść toast.

Każdy sympatyk, uczestnik i współtowarzysz niechaj czuje się zaproszony na SSS. Nawet jeśli w tym roku nie spotkaliśmy się, my wciąż pamiętamy i chętnie zobaczymy każdego z Was.

Wydarzenie w Kalendarzu.

Widzimy się albo słyszymy w Tu i Teraz.

Zapisy do 18go listopada. Potem pytać, bo stolik trzeba powiększać. Więc, zgłaszać się!!

wtorek, 30 październik 2018 18:58

Powiatowo na Sportowo - Czernica i okolice

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

Gmina Czernica to Sami Swoi. Fajni ludzie, którzy znają i lubią swoją okolicę, na dodatek potrafią opowiedzieć historyjki z życia i historii wzięte. Sami Swoi, bo to miejsce kręcenia wielu scen z tego słynnego filmu. Ponadto znajdziecie tu piękne lasy i Odrę, której brzegi są świetnym miejscem na odpoczynek. Gmina Czernica wyjątkowo dba o drzewa - odkryjecie na jej terenie wiele pomnikowych okazów, zwłaszcza potężnych dębów - link do opisu.

Warto podjechać i pogadać z Panią Genowefą w jej magicznym gospodarstwie, a jak się rozpędzicie, to przez lasy dojedziecie do najpiękniejszego drzewa Polski 2014 roku, 450letniego Słowianina, w sąsiedzkiej gminie - link tutaj.

FB pani Gieni.

Galeria.