Główna zawartość

poniedziałek, 23 kwiecień 2018 21:33

Kaloria

Oceń ten artykuł
(9 głosów)

Kaloria

Wolna sobota, godz. 5:45, budzik nieznośnie przypomina o swoim istnieniu. Aby tylko nie wstawać, próbuję znaleźć jakąś wymówkę jak uczeń, który nie chce iść do szkoły. Niestety wycieczka nie może zostać odwołana, więc z trudem odnajduje drogę do łazienki. Minuty lecą nieubłaganie, jeszcze tylko parę porannych kalorii i w drogę na dworzec, aby się nie spóźnić. O dziwo, pomimo nieludzko wczesnej pory, na dworcu PKP melduje się cała ekipa. Jeszcze tylko szybko przeprowadzony prze Ulę kurs zakupu biletów kolejowych przez automat i możemy gonić na peron.
Pociąg pojawił się około 10 minut po czasie – czyli nie tylko ja miałem kłopoty z porannym wstawaniem.
Tłum podróżnych zaczął napierać do wejścia jak do hipermarketu , który organizuje kuszące promocje. Na szczęście Jarek poukładał w środku rowery niczym ekspert osiągający najwyższe levele w legendarnej grze TETRIS. Pani Konduktor z podziwem kiwa głową. Spóźnieni ruszamy, pociąg z impetem przecina pola poukładane jak babcine chodniczki pozszywane z kolorowych kawałków. Do Kłodzka dojeżdżamy o czasie. Szybko i sprawnie wszystkie rowery lądują na peronie.

Startujemy w mieście, gdzie może się w głowie zakręcić od zabytków i atrakcji. Mijamy Klasztor Ojców Franciszkanów oraz Kościół pw. Matki Bożej Różańcowej, a następnie dumnie przemierzamy gotycki most Św. Jana na Młynówce, którego powstanie dotuje się na 1286 rok. Wjeżdżamy na plac Bolesława Chrobrego, na którym dumnie pręży się miejski ratusz z renesansową wieżą. Przemierzamy wspólnie wąskie kręte uliczki czując się odrobinę jak we włoskich miasteczkach. Szkoda tylko, że podziemna trasa turystyczna nie jest przystosowana dla jednośladów...
Jeszcze nie minęło 15 min wycieczki, a już w wąskich uliczkach gubimy pierwszego uczestnika. Jednak szybka i sprawna akcja ratunkowa sprawiła, że po chwili ochoczo dołączył do kolorowego peletonu.
Mijamy pierwsze pagórki i  docieramy do miejscowości Wojbórz. To chyba tylko tutaj mieszkańcy mają za czyste powietrze. Tylko tak można wytłumaczyć fakt pozostawiania odpalonego starego diesel'a tuż pod oknami sklepu spożywczego.

Po chwili odpoczynku rozpoczynamy pierwszy w tym roku poważny podjazd. Prawie 5 km pod górę, to już nie są przelewki. Peleton rwie się jak wysłużony stary szalik. Powoli każdy swoim tempem osiąga przełęcz Wilczą i zarazem najwyższy punkt dzisiejszej wycieczki, czyli 546 m n.p.m . Czas na zasłużony odpoczynek, małą przekąskę i kawę serwowaną z grilla smakującą niczym wyborne włoskie espresso. W grupie szampańska atmosfera, aczkolwiek poziom opowiadanych dowcipów pozostawia wiele do życzenia. Nic to, czas się zbierać w drogę. Teraz szaleńczy zjazd w dół, zakręt w lewo, w prawo, prosta i pierwszy raz w tym roku wspaniałe uczucie wiatru we włosach.
Następnie dojeżdżamy do oddalonego odrobinę od głównej drogi odnowionego wiaduktu kolejowego koło Żdonowa będącego „mekką” wspinaczy. Jednak nikt z nas nie podejmuje rękawicy i nie próbuje zmierzyć się z ponad 24 m wysokością. Wiadukt Żdanowski zwany Mostem Dziewiczym został zbudowany dokładnie w 1901 roku i jest pozostałością po Kolei Sowiogórskiej, która lata świetności ma już niestety za sobą. Wracamy na trasę i u podnóża Gór Sowich kierujemy się w stronę Bielawy. Pogoda miłosiernie głaska nas po plecach delikatnym wiatrem. Błękitne niebo zalotnie zerka zza białych obłoków.

Szybki zjazd pięknym wypolerowanym  asfaltem i wpadamy do Bielawy mijając osobliwy kościół przebudowany w stylu neoromańskim, w którym na gzymsach zostały umieszczone wizerunki różnych zwierząt. Następnie jedziemy nad „morze” sudeckie, czyli Zbiornik Sudety, który mieszkańcom Bielawy kojarzy się nie tylko z pięknym widokiem tafli wody na tle majestatycznych Gór Sowich, romantycznymi wieczornymi spacerami, ale również wędkarzami, którzy wysiadują na brzegu zbiornika w oczekiwaniu na wielką rybę.

Powoli zaczynamy odczuwać ssanie w żołądkach. To najwyższy czas, aby odwiedzić regeneracyjny bufet. W końcu nazwa wycieczki, czyli Kaloria, do czegoś zobowiązuje.

Terenową ścieżką szutrową wjeżdżamy do Pieszyc. Następnie już asfaltową docieramy do Dzierżoniowa. Nieopodal rynku w pewnym barze od 1976 r. serwowany jest prosty i sycący posiłek, doskonały na śniadanie, lunch, a nawet obiad, jeśli zaserwujemy go w towarzystwie sałatki. Owa tajemnicza przekąska to chrupiący tost, który po przejechaniu 50 km smakuje wykwintnie. Następnie zaintrygowani profesjonalną reklamą „Czeskie piwo/ Polska muzyka/ Włoski temperament” odwiedzamy restaurację Pod Gargulcem. Kwietniowe słońce mocno przygrzewa w letnim ogródku, a czas nieubłaganie leci. Myliłby się jednak ten, kto by myślał, że wycieczka zakończy się w Dzierżoniowie. Nikt nie wyraził chęci na skrócenie trasy i powrót pociągiem do Wrocławia. Sprawnie opuszczamy gościnny miasto Diory, czyli legendy polskiej elektroniki. Autostradę rowerową suniemy w kierunku Tuszyna. Tempo mocno wzrosło/przełożenie 3x8.

Mijamy majestatyczny masyw Ślęży po drodze organizując wyścigi z ciągnikiem. Nieskromnie dodam tylko, że ów harcownik nie miał z nami najmniejszych szans.
Pędzimy w stronę Mietkowa z nadzieją na kolejne uzupełnienie bufetu. Na miejscu niemałe rozczarowanie, albowiem w środku baru odbywa się zamknięta impreza. Cóż było robić, trzeba wsiadać na rower i jechać dalej, w końcu w Kątach Wrocławskich są słynne lody. Wszyscy mocno pochyleni, prawie wtuleni w kierownicę wjeżdżamy do Kątów. Szybkie uzupełnienie utraconych kalorii w cukierni i pierwsze pożegnania.
Słońce powoli zachodzi i na dworze robi się powoli szaro i mrocznie.
Wpadamy do Wrocławia o godz. 20:15, czyli tylko 15 min po czasie mając przejechane około 120 km. Powoli wszyscy rozjeżdżają się do swoich domów. Ja wracam z jednym mocnym postanowieniem: jutro śpię do 9.00.

- Wojtas -

 

poniedziałek, 23 kwiecień 2018 21:26

Kaloria

Oceń ten artykuł
(8 głosów)

czyli powielkanocne pedałowanie, to pierwsze pobicie 100 km i podjazdy w 2018 r. Poza tym wycieczka barwna jak kolorowy szalik, niepozbawiona kalorii i humoru nad morze i w góry w jednym. Pełny rowerowy all inclusive, co udowadnia relacja Wojtasa - tutaj przeczytasz.

piątek, 30 marzec 2018 21:02

Wiosna na Rowerze

Oceń ten artykuł
(6 głosów)

Wiosna już jest. Pierwszy wiosenny raj rowerowy zaliczony. Było graffiti w Leśnicy, kebab Dominator, pączki i objazdówka Wro. Wiatru się nie zlękliśmy i w nagrodę otrzymaliśmy połacie przebiśniegów i ciepło ogniska. Blaty odpalone :)

piątek, 30 marzec 2018 21:08

Radosnej Wielkanocy!

Oceń ten artykuł
(6 głosów)
piątek, 02 marzec 2018 20:53

Izeriada 2018

Oceń ten artykuł
(7 głosów)

Izeriada 2018 to tradycja połączona z nowością. Znów w śniegu ruszyliśmy tym Razem na Stóg Izerski. Przecudna zima, widoki i przygoda. Wspólnie można więcej, mroźniej i śmieszniej :) Stóg Izerski, Smrk, Jizerka i Polana Jakuszycka. Jeden weekend. A na koniec wspólne pchanie... Dzięki za Razem :)

Galeria.

piątek, 02 marzec 2018 19:30

Bohema

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

Czeska Szwajcaria miała być zimowa, a okazało się, że przedwiośnie zagarnęło krainę. Plus jest taki, że było na plusie i udało się pokonać zaplanowane trasy w dobrym tempie. Najlepiej opisała to Aga w swojej relacji i pięknie pokazują to magiczne zdjęcia. Bo prawda jest taka, że przez całe dni nie schodził nam uśmiech z ust :) Piękne miejsce!

Relacja Agnieszki.

i pieśń nasza :)

Galeria.