Główna zawartość

czwartek, 25 maj 2017 20:57

Majowy zawrót głowy

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Arboretum w Wojsławicach to miejsce, do którego się wraca. Kolorowy zawrót głowy. Można spacerować godzinami ;)

Fotki.

środa, 24 maj 2017 20:50

300 - odliczanie

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Trenujemy! Wyzwanie podjęte!

300 km w 24 h na rowerze.

czwartek, 18 maj 2017 19:53

Góry Suche

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Trudno uwierzyć, że tuż za Wrocławiem kryją się takie piękne górki. Góry Suche, będące częścią Gór Kamiennych, kryją w sobie dawne szlaki uzdrowiskowe, ruiny schronisk, wieże widokowe i nieprawdopodobne przewyższenia. Idzie się góra - dół, góra - dół i mocno trenuje ścięgna... Licząc wszystkie szczyt dziewczyny stwierdziły, że weszły na Mont Everest :) Zrealizowaliśmy pełny plan wycieczki, ze zdobyciem Waligóry i Szpiczaka, z obiadem w Andrzejówce, burzą w tle i kanapkami pod minidaszkiem w trakcie ulewy. Ale za to jak świat pachniał... Jaka zieleń... Piękny dzień, choć Góry Suche to nazwa niekoniecznie adekwatna na ten weekend ;) Chociaż w sumie nikt za bardzo nie zmókł. Strachy na lachy :)

Galeria.

czwartek, 18 maj 2017 19:28

Wieżyca

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Jechaliśmy w bzach i rzepaku, asfaltowymi drogami i pośród pól, a słońce świeciło i świeciło. Migiem dotarliśmy do włości ostatniego latarnika ziem Dobromierza, czyli do wieży z 1845 r. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze w 1952 r. była tam restauracja, a na początku XX w. hotel z salą balową... Wiecie, że nazwa bitwy pod Wysoką Górą, czyli tej, na której stanęła wieża, w setną rocznicę potyczki, jest wykuta na Łuku Triumfalnym w Paryżu? Takie to było wydarzenie. Wszystko to wiemy od Pana Edwarda, który przepięknie opowiada o historii starej i nowej. Wszystkich chętnych zaprasza do siebie na Wieżycę (numer telefonu 602 784 353).

Po zwiedzeniu wieży tonącej w pierwiosnkach ruszyliśmy przepięknym zjazdem do Świebodzic, penetrując* przy okazji nowe ścieżki Parku Książańskiego.

Potem tylko pyszny obiad i podział grupy. Jedni do pociągu, a drudzy dalej, do domu.

czytaj: nosząc, pchając, znosząc i przetaczając rowery, zbierając pokrzywy, żuczki i ślady na ubraniach po łące, lesie i mokradłach :) Ale było fajnie, bo śmiesznie i Razem :) na jednym z uczestników nawet chciał się osiedlić kleszcz, ale się poślizgnął na paznokciu...

Galeria.

Historia Wieżycy.

czwartek, 18 maj 2017 19:25

KrokusAnka

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

W piątkowe popołudnie zapakowaliśmy się w dwa samochody i pojechaliśmy w Gorce. Omijając bokiem zakorkowaną autostradę, późnym wieczorem dotarliśmy do Koninek, gdzie powitała nas cisza i morze gwiazd. Wreszcie poczuliśmy, że jesteśmy w górach.

Następnego dnia zebraliśmy się niespiesznie, by koło dziesiątej wyruszyć w trasę. Pogoda postanowiła nas dopieścić, a może rozpieścić… W każdym razie słonko było wszechobecne, a jego ciepłe promienie próbowały nam powiedzieć, że wiosna właściwie już przyszła.

Ruszyliśmy na Turbacz. Podejście długie i trochę wymagające. Najpierw lasem, a potem… pierwsza polana krokusów. I to było to, o co nam chodziło i to, po co tu przyjechaliśmy. Krokusy, krokusy i jeszcze raz krokusy, a potem miało być jeszcze lepiej. Krótki popas przy pierwszych na trasie krokusach, sesja zdjęciowa, która – jak się okazało - miała trwać aż do wieczora i idziemy dalej.

Zanim dotarliśmy do Turbacza takich krokusowych polan było jeszcze wiele. Gdzie tylko słońce uwolniło ziemię spod śnieżnej pierzynki, tam krokus wystawiał swoją fioletową główkę w pogoni za światłem. A śniegu też nam nie brakowało. Im wyżej, tym go więcej J.

Na Turbaczu czekała na nas nagroda – widok na Tatry. Pokazały się, chyba by nas zachęcić J.

Po dłuższym postoju poszliśmy dalej. Naszym celem były teraz Stare Wierchy. Po śniegu, po błocie i, oczywiście, wśród krokusów, bo przecież cały wyjazd był pod znakiem tego niepozornego kwiatka.

Na Starych Wierchach atmosfera wręcz sielankowa, cisza, słonko, leżaczki… A może byśmy tu zostali? W końcu się pozbieraliśmy, by zejść do Koninek, do Watry. Na miejsce dotarliśmy już po zmroku, ale to nie był koniec wieczoru. Bo przecież po pełnym wrażeń dniu trzeba się posilić. Była więc kiełbaska z grilla, pieczone ziemniaczki i inne specjały, a wszystko to przy akompaniamencie gitary.

I zrobiła się niedziela…

A w niedzielę pogoda jeszcze bardziej nas rozpieszczała. Słońce, ciepło, przepiękne widoki, trochę śniegu, trochę błota i dużo, naprawdę dużo krokusów, i weszliśmy na Kudłoń. A potem znowu śnieg, błoto i krokusy i widoki i zeszliśmy do Koniny. Tak w skrócie wyglądała niedziela.

Na koniec szemrzący potok zaprosił nas, by wymoczyć w nim nogi, co było balsamem (a może raczej solidną krioterapią) dla zmęczonych stóp!

I do domu, z naładowanymi akumulatorami, wiosną w sercach i krokusami przed oczami.

-Aga-

Galeria.

piątek, 28 kwiecień 2017 22:15

Pyszczynka

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Pyszczynka to górka, która ściąga do siebie od wieków. Przepiękny widok, historia w tle i spektakl na niebie :) Oto nagroda dla wytrwałych. Nie zmokliśmy ani razu, bo NadPrzewodnik znał wszystkie wiatki i przystanki w okolicy. Przynajmniej był czas na sernik, kanapki, czekoladki, herbatkę...

Oto historia Pyszczyńskiej Góry.

Galeria.