Razem Bezpiecznie

Zadzwoń do nas lub napisz: 503 804 073 lub Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Kaczawskie wyzwanie 2012.

Oceń artykuł
(4 głosów)

Wszystko zaczęło się od … ulewy. Jeden sms, drugi sms. Nie chcą jechać. No dobra. My jedziemy. Przecież nie może ciągle padać. Mikro zaspana, odpowiadając na wiadomość, chyba nie zauważyła, że pada, więc dla dwóch cudownych dziewcząt warto pokazać Kaczawy.

Na dworcu zebrała się mikrogrupa – waleczna piątka (Marcin się pojawił jako niespodzianka), opatulona w kurtki przeciwdeszczowe. Jak zwykle walka z Jego Wysokością Pociągiem (odległość między peronem i podłogą – pociąg dostępny dla rowerzystów, dobre sobie) i jedziemy. Miejscowość startowa: OKM. Ktoś dopisał brakującą część nazwy chyba pisakiem OKMiany. Dociągamy bagaże, wciągamy kanapki i heja. Nie pada!

            Pierwsze wyzwanie: wjazd na zamek Grodziec. Po drodze kościół. Wszyscy pędzą na zamek, a tutaj ciekawostka. Sam zamek bardzo ładny, trochę przeraża komercja, ale takie są prawa rynku. Poznajemy Pana Zygmunta, właściciela winiarni „U Michała”. Uparcie tkwi przy ławie ze swoimi wyrobami. Jego miodówka to wyrób nie lada. Nagrody należne jak najbardziej. No i jest jeszcze aroniówka, tarninówka, poziomkówka… I historia. Jak się robi, by dobrze zrobić. No, ale trzeba jechać. Więc pozostaje tylko zrobić zapasy i podoceniać przy ognisku. Na rowery!

       

            Jak to w Kaczawach – z górki, pod górkę. Czasem słońce, rzadko deszcz. Gdy nas łapie już stoimy pod bajkowym przystankiem i obczajamy zdewastowany ośrodek kulturalny. Leje. O, nie leje. Jedziemy dalej, mijamy Ostrzycę. Piękna droga. Asfaltem ciągle w dół. Większa krzyżówka i decyzja. Robimy Ostrzycę czy nie? Nie! Wolimy coś zjeść! Wpadamy na wioskę i robimy zakupy w pierwszym sklepie. Zajmujemy ławki i odrywamy kawały świeżo kupionego chleba. Chleb tu, chleb tam. Pojawia się Pan. Pan Buła, żeby nie było. Kierowca tira na odpoczynku zafascynowany rowerami z sakwami i piękną rowerzystką. Mało co i by było jak w filmie... Pan Buła i Karola zdobywają Lisboa.

   

            Karola niestety odrzuciła propozycję, ale jak to dama dała szansę. „Ja tu wrócę i Pana odnajdę”… Ciekawe, co teraz robi Pan Buła.

            Gnamy dalej. Po drodze ciekawe ruiny, pola, łąki, lamy… Normalka. Kierujemy się na Wleń. Pięęęęęękny zjazd. Popadało chwilę przed, jeszcze trwała mżawka, a my lecimy jak bolidy. Wszyscy mokrzy i uchachani jak małe dzieci. Błotniki nie pomogły, ale takie zamoczenie gaci, to przygoda.

       

            Spotykamy się na krzyżówce przy Bobrze. Już mamy opuszczać miłe miasteczko, gdy wpada nam w oczy tablica DO PAŁACU. No i proszę to wcale nie Zamek Lenno, tylko niesamowity Pałac Wleń. Najpierw powitał nas piękny ogród obiecujący ustronne miejsce dla każdego. Dzięki uprzejmości Pana Sławomira Osieckiego mieliśmy możliwość zwiedzenia pałacu i poznania jego historii i legend. Polecam wszystkim poszukiwaczom ciekawych i pięknych miejsc odwiedzenie tego zabytku i poznanie historii Dorotki… (www.palacwlen.pl).

   

            Dobrze się stało, że odpuściliśmy sobie Ostrzycę… W zamian spotkał nas pałac… Jedziemy dalej. Mijamy kolejne miejscowości, jadąc wzdłuż Bobru w kierunku Perły Zachodu. Mijamy stare wiadukty, śluzy, zamki, festyny rycerskie. Docieramy do zapory. Tutaj robimy dłuższy postój i wciągamy reklamowane przez Pana Parkingowego frytki z paluchem (zagadka!) i zupy po kolei jak kuchnia dawała: grochowa, kapuśniak i rybna. Trzeba mieć w końcu napęd, tak?

     

            Znów na rower. Drogą do ośrodka PTTK Perła Zachodu. Fajne miejsce. Mały wypad na wieżę widokową i znowu dalej. Zjeżdżamy malowniczą ścieżką do Jeleniej Góry. Taaaak. Wydostanie się nie było bardzo łatwe, tym bardziej, że zapadł zmrok. Światła, krawężniki, trochę błota i ufff… Jesteśmy za miastem. Tniemy w umówione miejsce do Szałasu Muflona www.muflon.agroturystyka.org

            Droga non stop pod górę wije się przez długie Komarno. Mgła wypełzła na ulicę. Wyglądamy jak jakieś kosmiczne zwierzęta – na rowerach, z sakwami i czołówkami, kręcąc przez mleko. Ostatni podjazd. 1 km. Marcin powiedział to w złym momencie, że może to być kilometr w pionie… Przerzutki 1-1 i mieli się, mieli się.

            Dotarliśmy. Czeka na nas właściciel przy ognisku. Dobry Człowiek. Chwila moment i już siadamy. Jest piwko, jest kiełbaska (Mikro full service jak w Ritzu, szacun wielki), ogóreczki, krakersy. A, piwo zapomniałabym jest oczywiście czeskie. Wszyscy wtargali ze sobą butelki ze sklepu koło Jelonki. Pokłon. Tylko Bajgiel właściciela lata i podprowadza kiełby.

            I zaczęło padać. Ale w tej sytuacji to już jest mało ważne. Jest zabawa.

            Rano wszyscy zapomnieli o deszczu. Świeci słońce, biegają psy, słychać konie na drodze i parzy się kawa. Zaczynamy wracać. Cel: Legnica.

 

            Oj, lekko nie było. Z górki, pod górkę. Jedziemy, jedziemy, śmiejemy się, śmiejemy i niespodziewana guma. Jest, jak jest. Może być piknik przy gumie. Mikro – bohater serwisu.

   

            Jedziemy dalej. Ostatni postój przed zjazdem. Park Krajobrazowy Chełmy. Można sobie tutaj śmignąć. Fru! I już jesteśmy przy Słupie. Mijamy zalew i wpadamy na szlak rowerowy do Legnicy. Potem pierwsze światła i jesteśmy na wale. Przejeżdżamy szumnie przez park (pasujemy do niedzielników - tylko trochę błota mamy na sobie) i podejmujemy spontaniczną decyzję o obiedzie. W końcu mamy zapas czasu do pociągu.

 

            Znajdujemy miejsce i oczarowani włoską kuchnią trawimy czas na trawienie. Tylko jak się mamy ruszyć? Po makaronie, szarlotce z bezą i serniku? Powolutku kierujemy się na dworzec (hm…) i wnosimy rowery na peron (ciekawe, jak ma tam się dostać ktoś na wózku inwalidzkim...). We Wrocławiu jest już wieczór, zderzenie z hałasem i światłami miasta powoduje szok cywilizacyjny. Kaczawy jawią się jako magiczne miejsce zaklęte w czasoprzestrzeni.

       

            Dane:

- wyjazd: sobota 08.10,

- dystans dnia pierwszego: ok. 80 km,

- dystans dnia drugiego: ok. 60 km,

- dystans sumaryczny: 140 km,

- przyjazd: niedziela 20.40.

Jesteś tutaj: Home Czytelnia Relacje Kaczawskie wyzwanie 2012.

Na naszej stronie wykorzystywane są pliki cookies. Stosujemy je w celach zapewnienia maksymalnej wygody użytkowników przy korzystaniu z naszych serwisów. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij w AKCEPTUJĘ. Jeżeli nie wyrażasz zgody - zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej w naszej Polityce Prywatności ( zobacz ).

EU Cookie Directive Module Information