Razem Bezpiecznie

Zadzwoń do nas lub napisz: 503 804 073 lub Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Bohema

Oceń artykuł
(2 głosów)
Pravcicka Brama Pravcicka Brama Tomasz Zacharow

                Tym razem znów jedziemy do południowych sąsiadów. Naszym celem jest Czeska Szwajcaria, kraina znana turystom już ponad dwieście lat. To świat przepięknych krajobrazów, niesamowitych form skalnych i piaskowca, miejsce rozsławione przez niemieckich malarzy, w którym odpoczywał ponoć Jan Christian Andersen. Pierwszy przewodnik po Czeskiej Szwajcarii pojawił się w latach trzydziestych XIX wieku, a obecnie obszar ten odwiedzają tłumy turystów. No chyba że jest zimno i pada…

                Przygodę z Czeską Szwajcarią rozpoczęliśmy od zakwaterowania się w niewielkim, przytulnym pensjonacie i sprawdzenia jedynej czynnej hospody. A potem poszliśmy połazić po okolicznych skałkach. Urokliwe i malownicze z rozległymi widokami urzekły nas wszystkich. W dodatku nie wysokie, za to pełne schodów, stopni, poręczy, barierek i innych udogodnień. Znalazły się nawet jakieś łańcuchy i parę klamer.

                Nasycenie widokami, mając przedsmak tego, co czeka nas w kolejnych dniach, zakończyliśmy wieczór obiadem w hospodzie.

                Sobotni poranek powitał nas deszczem. W sumie nie bardzo nam się to podobało, ale prognozy były pocieszające, a humory, jak zawsze, nam dopisywały. Dobrze, że mieliśmy zamówione podwójne śniadania z myślą o kanapkach na drogę, bo jedyny sklep w okolicy właśnie był w remoncie.

                Koło dziesiątej ruszyliśmy w drogę. Deszcz już się prawie uspokoił. Coś tam jeszcze mżyło i nawilżało nam cerę, ale specjalnie nikomu to nie przeszkadzało. Najpierw trasa wiodła bardzo grzecznie po drogach i leśnych duktach, by potem zanurzyć się w lesie, pełnym mgły, mrocznym i tajemniczym. To właśnie tu cierpiał młody Werter i, sądząc po scenerii, mogło mu to nieźle wychodzić…

                W końcu grzeczne ścieżki się skończyły i zagłębiliśmy się w wąwóz. Droga biegła w dół po kamieniach i korzeniach, a skały z obu stron były nieraz tak blisko, że wystarczyło rozłożyć ramiona, by ich dotknąć. I człowiek miał dylemat, gdzie tu patrzeć? Pod nogi, żeby sobie zębów nie wybić, czy wokół siebie, bo magicznie i pięknie?

                Po wąwozie przyszedł czas na ścieżkę przy potoku. Tu już szeroko i wygodnie. Wszędzie sporo powalonych drzew, to ślady po niedawnym huraganie. Potem kawałek ścieżką dydaktyczną i zaczynamy podejście na najwyższy w okolicy szczyt, trochę ponad 600 m n. p. m. Mimo chłodu wszyscy porządnie się spociliśmy. Na górze było nawet trochę śniegu jak na styczeń przystało.

                Schodzimy już na dół. Cały czas lasem, przyjemnie, spokojnie, by po jakimś czasie dojść do starego młyna, ulubionego miejsca czeskich reżyserów filmowych. Po krótkiej przerwie na ostatnie kanapki schodzimy do naszej miejscowości na obiad. A w czeskiej hospodzie niespodzianka: trafiamy wprost na imprezę i nawiązujemy dobre stosunki polsko – czeskie. Jest gitara, są łyżki, które robią za kastaniety, jest wspólne śpiewanie, a nawet taniec. Znalazł się też rum „własnej” roboty. Jeszcze następnego dnia śpiewamy „ja mam rad svarene wino czerwene”. Wieczór kończymy już w świetlicy naszego pensjonatu grą w karty, ciekawymi rozmowami i dobrymi trunkami. Ujawniają się nawet głęboko skrywane talenty artystyczne, hm.

                Ostatni dzień jest przeznaczony na Pravcicką Bramę. Szlak do niej wiedzie krętym urwiskiem. Z jednej strony niesamowite widoki na okoliczne góry, z drugiej ogromne piaskowce fantastycznie wyżłobione przez wodę. I znów nie wiadomo, gdzie patrzeć. W końcu dochodzimy do Pravcickiej Bramy. To forma skalna unikatowa na skalę Europy. I mamy ogromne szczęście, bo jest tu dziś wyjątkowo mało ludzi, a od czasu do czasu pokazuje się słońce. Nie będę opisywać tego miejsca, zdjęcia powiedzą więcej. Poza tym to jedno z takich miejsc, w których po prostu trzeba być.

                Pravcicka Brama to ostatni punkt programu w naszym wyjeździe. Teraz już tylko zejście w dół, obiad i do samochodów. Wieczorem jesteśmy już w domach, ale chyba wszyscy mamy poczucie, że to za mało i że w Czeskiej Szwajcarii zostało jeszcze wiele miejsc, które chcemy zobaczyć.

-AgaN-

Galeria

Jesteś tutaj: Home Czytelnia Relacje Bohema

Na naszej stronie wykorzystywane są pliki cookies. Stosujemy je w celach zapewnienia maksymalnej wygody użytkowników przy korzystaniu z naszych serwisów. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij w AKCEPTUJĘ. Jeżeli nie wyrażasz zgody - zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej w naszej Polityce Prywatności ( zobacz ).

EU Cookie Directive Module Information