Razem Bezpiecznie

Zadzwoń do nas lub napisz: 503 804 073 lub Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Wojtasowy Wołek

Oceń artykuł
(16 głosów)
łośkiewicz łośkiewicz auri

Wołek - etap krótki i nietrudny. Pozornie.
Dojazd pociągiem pędzącym niczym legendarny "maluch" po autostradzie. Siedmiu śmiałków, którzy zamiast leniuchować w domowych pieleszach wolą poznać okolice Wrocławia.
Start z Małowic Wołowskich. To tutaj znajdziesz w niedzielę rano otwarty sklepo-pub, w którym tubylcy rozprawiają o najistotniejszych problemach współczesnego świata.
Jedziemy do Orzeszkowa mijamy na poboczu pierwszego kibica. Czyżby z wrażenia aż zasłabł... Nie, to tyko efekt sobotnich procentowych środków dopingujących. Trasa biegnie przez krainę zwaną Dolina Jezierzycy. Las przepięknie kłania się zielonymi głowami kolorów. Początkowo płasko jak po stole. Tempo mocne. Pierwsza przerwa przy drewnianej wiatce nad Stawem Czarnym. To tutaj, śpiąc w namiocie, rano odwiedzą Cię łabędzie. Kanapka podróżna smakuje niczym croque monsieur - prostota i wykwintność w jednym.
Jedziemy dalej podziwiając łabędzie. Jeden z nich nie jest zadowolony z naszej obecności i wydaje odgłosy bardziej przypominające węża boa.
Wpadamy do Starego Wołowa. Bocian na pięknej lipie z politowaniem kiwa głową - znowu Ci rowerzyści... Kończy się wygodny asfalt, a zaczyna sekcja piasku tak uwielbiana przez Darka.
RAZEM dajemy radę i dalej przez las dojeżdżamy do Miłcza. Mijamy pole słoneczników, które zamiast do nas śmieją się do słońca. Jest prawie jak na Węgrzech. Szybka kontrola czasu. Jest kwadrans przed 13.00 i decyzja - gnamy do Bagna. To miejscowość, w której w niedzielę popołudniu o pełnych godzinach zakonnicy Salwatorianie oprowadzają po swoim pałacu. Tempo ponad 30 km/h, aż ciężko złapać oddech, na szczęście przynajmniej dla mnie, trwa to tylko chwilę. Wjeżdżamy na piękny dziedziniec i stawiamy rowery na dawnym parkingu dla powozów. Po 13.00 uśmiechnięty zakonnik wprowadza nas do środka pałacu recytując historię tego miejsca.
(https://pl.wikipedia.org/wiki/Pa%C5%82ac_i_klasztor_salwatorian%C3%B3w_w_Bagnie)
Zwiedzamy jeszcze okazały ogród, w którym piękno przyrody przeplata się z filozofią.
Następny przystanek to małe podwrocławskie Mazury, czyli leśny stawik w Osoli. Jednak na próżno szukać tu jakiejś gastronomii. Jest już po południu, w brzuchach zaczyna strasznie burczeć, więc decydujemy się niezwłocznie jechać do Urazu. Tam w porcie delektujemy się „bałtycką” rybką i złocistym trunkiem, jakże błogo gaszącym pragnienie. Pozostaje przeprawa przez nieokiełznaną rzekę Odrę. Odpuszczamy jednak pomysł przeprawy wpław z rowerem. Decydujemy się na wynajęcie renomowanego armatora. Pakujemy się wszyscy na prom razem z rowerami. Ten zaczyna się niebezpiecznie kołysać niczym Titanic. Ostatecznie jednak udaje nam się dostać na stały ląd. Malowniczą drogą dojeżdżamy do nadodrzańskich wałów pięknie wykoszonych niczym łąki biebrzańskie. Na horyzoncie widać już zabudowania Wrocławia, osiedle Stabłowice. Jeszcze tylko mały labirynt domków jednorodzinnych i następuje ostatni akord. Wjeżdżamy na parking przy Hali Orbita. Wspólnie, razem, godnie. Pozostaje tylko powiedzieć „Dziękuję” i „Do zobaczenia na kolejnej rowerowej wyrypie”. 75 km to brzmi dumnie!

-Wojtas-

p.s. zdjęcie przedstawia pasażera Wojtkowego roweru - Pana Łośkiewicza

Jesteś tutaj: Home Czytelnia Relacje Wojtasowy Wołek

Na naszej stronie wykorzystywane są pliki cookies. Stosujemy je w celach zapewnienia maksymalnej wygody użytkowników przy korzystaniu z naszych serwisów. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij w AKCEPTUJĘ. Jeżeli nie wyrażasz zgody - zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej w naszej Polityce Prywatności ( zobacz ).

EU Cookie Directive Module Information