Razem Bezpiecznie

Zadzwoń do nas lub napisz: 503 804 073 lub Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Aktualności
LAURA

LAURA

piątek, 13 styczeń 2017 22:52

Morze Marzeń

Czy  potrafisz odpowiedzieć czym są marzenia?

Być może twój pogląd na tę sprawę nie będzie się wiele różnił od mojego, a być może twoja definicja jest zupełnie inna (szanuję to).

Otóż najprościej ujmując marzenie jest zrealizowanym pragnieniem, czymś odświętnym, czymś co nie ma swojej  ceny, czymś co jest po nic. Mogłoby wydawać się że jest ono ważne. Jednak najważniejsza jest droga, jaką należy pokonać aby je spełnić i pragnę rozwinąć, iż nasza, w tym przypadku pełna trudów i wrażeń, zakończyła się sukcesem. Niekiedy, aby zrealizować marzenia musimy uzbroić się w cierpliwość, wykonać kilka mądrych ruchów, a niekiedy przychodzą one zdecydowanie łatwiej. Tak też i było tym razem – oczywiście podziękowania dla drużyny RB

Z umówionego miejsca w kameralnym gronie ruszamy w kierunku morza, nic w tym zapewne nie byłoby dziwnego gdyby nie fakt, iż mamy zupełny środek zimy, śnieżnej, mroźnej zimy. Podróż, mimo iż długa, mija wesoło, pełna refleksji, nastraja nas pozytywnie do dalszego działania.

Po dotarciu do celu podróży, jakim jest Jastrzębia Góra, dość sprawnie lokujemy się w pokojach, w końcu szkoda czasu na rozpakowywanie, pędzimy, czasem z wiatrem, czasem pod wiatr, byle do celu, byle do morza. Ciemna noc, mimo to naszym oczom ukazuje się plaża, szum morza delikatnie łechce zmysł słuchu, a cudownie orzeźwiające powietrze gładzi twarz, czas by to uczcić w końcu marzenie realizuje się. Po wzniesieniu szampańskiego toastu RB zwyczajem udajemy się do pobliskiego lokalu na wieczerzę skąd dalej na spoczynek.

Następnego ranka witają nas promienie słoneczne, aura nam sprzyja, podążamy na plażę, aby dosłownie i w przenośni zanurzyć nóżki w morzu. Wędrując wzdłuż plaży (jak śpiewał klasyk) raz po raz, a to po piasku, innym razem (bezpiecznie :))pomiędzy kamieniami, uwieczniamy na zdjęciach zapierające dech w piersiach widoki – morza i zimowej fauny – mogłoby wydawać się że będą to zwyczajne zdjęcia, otóż nie, będą to zdjęcia pełne poświęcenia, pasji, wyjątkowe ;) Niezaspokojeni przygody, głodni kolejnych wrażeń i widoków wyruszamy krótką aczkolwiek nieoczywista trasą w kierunku XIX wiecznych Latarni Morskich Rozewie, skąd dalej trasa sama prowadzi nas na miejsce odpoczynku. Ogrzani, wzmocnieni ciepłą herbatą, nasyceni morską rybą z pełnymi brzuszkami ruszamy z powrotem do pensjonatu, gdzie przy wspólnym stole dzielimy się wrażeniami minionego dnia wesoło przyśpiewując Orki z Majorki (czyt. Foczki z Helu ;)).

Trzeciego dnia nadmorskiej wyprawy jednogłośnie udajemy się na koniec albo jak kto woli na początek Polski, czyli na Hel. Na miejscu zwiedzamy port morski z przystanią jachtową, dzielimy się na grupy edukacyjne. Pewnym krokiem grupa pierwsza udaje się do lokalnej placówki naukowo-badawczej zw. Fokarium, zgłębiać wiedzę o ochronie fok szarych na Bałtyku, druga zaś ciekawa historii rybołówstwa, penetruje wnętrza zabytkowej świątyni protestanckiej przekształconej w Muzeum Rybołówstwa. Przemarznięci do szpiku kości z czerwonymi nosami, posilamy się jednocześnie ogrzewając w jednym z pobliskich lokali, skąd ruszamy do miejsca noclegowego.

Ostatniego dnia naszej wyprawy, pakujemy bagaże i dziękujemy właścicielce pensjonatu, w którym mieliśmy okazję gościć, za wyborne posiłki. Po raz ostatni idziemy na plażę, żegnamy się z morzem. Ze wspaniałymi wspomnieniami, łezką w oku i nadzieją na kolejną niezwykłą zimową wyprawę w doborowym towarzystwie ruszamy na Dolny Śląsk.

-Marlena-

wtorek, 03 styczeń 2017 20:57

Dolnośląskie Rozmaitości

Zakończyliśmy cykl wycieczek familijnych, zwanych również emeryckimi, ze względu na brak hektolitrów potu :) Miejmy nadzieję, że w 2017 roku uda nam się znaleźć kilka nowych ciekawostek. Dzięki Dolnośląskim Rozmaitościom dowiedzieliśmy się mnóstwo fajnych rzeczy i poznaliśmy ludzi pochłoniętych pasją. Oto dowód na to, że można żyć pasją!

Huta Kryształu Julia w Piechowicach

Kopania Złota w Złotym Stoku

Żelazny Tygiel Waloński w Szklarskiej Porębie

Twierdza Kłodzka

Muzeum Papiernictwa Duszniki - Zdrój

Sudecka Zagroda Edukacyjna i EkoMuzeum w Dobkowie

poniedziałek, 02 styczeń 2017 18:33

Marzenie

Na zeszłorocznym SSS przeprowadziliśmy Plebiscyt o Wymarzonej Podróży. Na liście pojawiły się kilkakrotnie Czechy (ojej, co za niespodzianka :)), Sudety, w tym Babska Korona Sudetów, Ojcowski Park Narodowy, kajaki w Dolinie Baryczy, żagle gdziekolwiek, Biebrzański Park Narodowy, rowerowa wyprawa wzdłuż Odry, kurort bałtycki, Mazury, weekendowa wyprawa z namiotem z dala od ludzi, Tatry, Samoklęski, Małe Swornegacie na Kaszubach, Ziemia Milicka oraz Zamojszczyzna. Zagraniczne marzenia to Antarktyda, Abu Dhabi, słoneczna Italia, Nowa Zelandia, Macedonia, Portugalia, Skandynawia koniecznie z fiordami, co jedzą z ręki, Czarnogóra, Alpy, Hiszpania i Albania. Wymieniono też pozaziemski kurort - Marsa.

Jak widać macie wenę :)

Zatem z tytułu Plebiscytu postanowiliśmy część z tych marzeń spełnić. Bo najpiękniej Razem dawać radość :)

Pierwsza podróż marzeń to wyprawa do kurortu nad Bałtykiem. Będzie szampan karnawałowy na plaży, latawce, lampiony, foki, kutry i Neptun. Będzie spacer rozświetlonym Gdańskiem, symboliczne wyciągnięcie ręki na koniuszku północnym Polski i wędrówka szlakiem obronnym na Helu. A co!

Bałtyk

https://www.youtube.com/watch?v=byt1c9NQvLs

sobota, 24 grudzień 2016 12:14

Gwiazdka

Życzymy Wam dobrych Świąt, zatrzymanych w czasie spokojnym i pogodnym, oraz Szczęśliwego Nowego Roku. Niech ten 2017 będzie pełen pozytywnych wyzwań :) Dużo radości!

czwartek, 22 grudzień 2016 21:00

SSS

Odbyło się rozdanie nagród. Niespodziewanie najwytrwalszym rowerzystą okazał się Pan Koń (!!). Każdy został obdarowany i wywiany na ognisku :) Noc była piękna i zimna, a poranek okazał się lekko biały. Zgodnie ruszyliśmy na Ślężę i wycisnęliśmy z siebie ostatnie podejście w 2016 roku. Wspólny obiad i na koń-ec piękny zachód słońca. SSS na wyjeździe!

Poza tym odbył się Plebiscyt Turystyczny i Wybory Przetworów. Zwyciężyła Antarktyda i Ogórek z Ananasem. Dziękujemy Państwu :)

Galeria.

Do Julii warto zaglądać. Pooglądać kryształy, popatrzeć na krzątaninę i porozmawiać z ludźmi, zjeść pyszne ciacho w Kryształowej Kawiarni, pobawić się na warsztatach i doświadczyć czegoś prawdziwego. Rzemiosła. Tworzenia czegoś: od miodowej kropli wrzącego szkła do pięknego kieliszka albo kolorowego ptaszka, który mieści się w kieszeni. W Julii doświadczysz Rzemiosła, które może za 20 lat już nie będzie tam obecne. Wpadnijcie do Huty. Popatrzycie na coś prawdziwego, kruchego i pięknego, coś od początku stworzonego przez człowieka. Jak Wam się uda to Pan Zbyszek pokaże Wam jak małymi szczypcami i kilkoma ruchami zrobić słonika na szczęście :)

http://hutajulia.com/

Fotki.

czwartek, 22 grudzień 2016 19:32

Żórawina

Ostatnia wycieczka powiatowa i ostatnia rowerowa wycieczka (oficjalna) w 2016 roku. Pogoda już lekko kapryśna, rękawiczki potrzebne, błota pełno, ale jeszcze trochę słońca :)

Kościół Świętej Trójcy, ruiny Mauzoleum rodu Schwartzenfeldt, pałac w Żernikach Wielkich, pałac w Polakowicach, pomniki przyrody w Wilczkowie, Mędłowie oraz w Bogunowie, pałac w Jaksonowie, Muzeum Powozów i Zaprzęgów w Galowicach. I to wszystko na rowerach objechane jak po sznurku.

Dobrze, że mieliśmy termosy z herbatą ...

Fotek 3.

niedziela, 18 grudzień 2016 19:52

Dolnośląskie Rozmaitości - Kopalnia Złota

Kopalnia Złota w Złotym Stoku jest laureatem turystycznych tytułów absolutnie zasłużenie. Świetnie zorganizowana, fajni przewodnicy, dużo do poznania. Widać, że ludzie, którzy tam pracują, lubią to, co robią i siebie nawzajem. Ten klimat czuć cały czas.

Zwiedzanie mieliśmy kompleksowe. Pływanie łodzią, marsz tunelami, jazda kolejką, wodospad pełen wody, przygoda z dupochlastem i kolekcja tablic z czasów PRL. Do tego mała kawka, zjazd rynną, bicie monet i cały czas piękna pogoda. Takie zwiedzanie to przyjemność :)

Galeria malutka.

poniedziałek, 12 grudzień 2016 21:55

Jankesi w Rudawach

Wycieczka międzynarodowa i międzygatunkowa (Polacy, Amerykanie, ludzie, zwierzęta, Pan Koń) - w Rudawach spotkacie wszystkich :) Pracujące konie czteronożne, wiejskie psy towarzyszące turystom, a w zagrodach gwarno od gulgoczących indyków, którym udało się uciec z dziękczynnej kolacji. Przewodnicy, Koń i Pies, poprowadzili nas przez ruiny Zamku Bolczów, Starościńskie Skały i Skalny Most. 
PS1. Pozdrowienia dla Pana Dróżnika z Janowic Wielkich, którego nie zastąpi żadna aplikacja.     
PS2. W Rudawach wszystkie drogi prowadzą do Miedzianki...
napisała Ula Ulankova
wtorek, 06 grudzień 2016 21:34

Izeriada Jesień 2016

Jesienna Izeriada tym razem w wydaniu pieszym i rowerowym. Co robili rowerzyści – nie wiem, ale wyglądali na zadowolonych :) A piechurzy? Przede wszystkim dobrze się bawili i cieszyli się prawdziwą zimą.

W tym roku jesienna Izeriada ruszyła w grupie pieszej i rowerowej. Co robili piechurzy – nie wiem, ale wyglądali na zadowolonych :) A rowerzyści? Przede wszystkim walczyli z podjazdami, śniegiem i zamarzającymi rowerami, ale nieustannie cieszyli się, że są w Czechach :)

Pojechaliśmy do kraju, gdzie nawet krowy są szczęśliwe i ponoć nawet gołe konie tańczą na łące, ale tego nie udało nam się zaobserwować :)

Pojeździliśmy po kraju, gdzie rowerzystę samochód mija ze zrozumieniem, a w restaurantach nikt się nie patrzy dziwnie na kask na stole i błoto na spodniach.

Zaczęliśmy wycieczkę w Hejnicach, gdzie panowała jeszcze prawdziwa jesień – trochę mokra, zamglona, z burymi liśćmi na ziemi i, co tu dużo mówić, dość chłodna. Poubierani w czapki, szaliki i rękawiczki, pozapinani na wszystkie możliwe guziki ruszyliśmy w drogę. No i szybko zaczęliśmy się rozpinać, bo marsz leśnymi drogami skutecznie nas rozgrzał. Na poboczach gdzieniegdzie pokazało się nawet trochę śniegu. Szło się wygodnie i przyjemnie, a im wyżej, tym bardziej zmieniała nam się pora roku. Po jakimś czasie okazało się, że jesień już się skończyła. Pod nogami skrzypiał śnieg, prawdziwy, puszysty, biały śnieg. Szliśmy szlakiem wodospadów, a jeden bardziej zachwycający od drugiego. Idealnie przygotowane do oglądania dzięki specjalnym mostkom. Czesi wiedzą, co dobre. Wrażeń estetycznych tego dnia nam nie brakowało. Oprócz wodospadów były oczywiście skałki i bardzo długie sople (które niektórzy koniecznie chcieli polizać…), zamarznięte pajęczyny, obsypane białe świerki, białe drogi, tajemnicza mgła, skrzypienie śniegu i cisza… Była też bardzo smaczna nalewka :)

Zaczęliśmy od zbiórki na Polanie Jakuszyckiej i ruszyliśmy wśród ośnieżonych choinek do granicy. Po chwili już byliśmy po tej właściwej stronie Izery :) Potem już tylko zjazdy, podjazdy, śnieg, wywrotki, dymiące felgi i rozgrzane tarcze hamulcowe. Po zmroku udało się dostać zupę, polewkę, w sumie zdania są podzielone, czy to była zupa ze smalcu i kaszanki czy rozpuszczony salceson :) Wszystko oczywiście po czesku, więc zachwyt pozostał.

Potem jeszcze strome zejście w dół, po kamieniach, trochę śliskie i niewygodne i znowu jesień w Hejnicach – w małej miejscowości z ciekawym kościołem i domkami w pastelowych kolorach.

Zadowoleni z marszu zajrzeliśmy do jedynej czynnej hospody na obiad. Potem jeszcze jakieś zakupy i jedziemy do pensionu. Jazda po zmroku, we mgle krętymi, górskimi drogami była dla kierowców sporym wyzwaniem, ale szczęśliwie dotarliśmy na miejsce, rozlokowaliśmy się i czekaliśmy na grupę rowerową, by wspólnie pójść na czeskie piwo.

Do pensjonu dotarliśmy już w pełnym rynsztunku oświetleniowym i na ostatnich kroplach z termosu i resztkach batoników. Ale było warto, rowery dostały swój pokój, piechurzy już czekali roześmiani i po chwili ogarnięcia można było ruszyć na podbój :)

Następnego dnia znów nam się drogi rozeszły. A może rozjechały? No w każdym razie piechurzy poszli na Czarną Górę, 1085 m n. p. m. Tym razem śnieg i prawdziwa zima towarzyszyły nam od samego początku. Najpierw było częściowo zamarznięte jezioro, potem dużo szerokich, wygodnych dróg wśród ośnieżonych choinek, a potem właściwe podejście – po zasypanych drewnianych podestach. Najbardziej trzeba było uważać na zwieszające się gałęzie świerków, bo chętnie wsypywały za kołnierz porcję śniegu J. Na górze zrobiliśmy kilka fotek, bo przecież we Wrocławiu nie ma takiej zimy i nie wiadomo, kiedy będzie J. Potem zejście na dół, trochę strome i śliskie, ale nie za długie i znowu wygodne drogi. Na koniec przejście po zaporze – nie pamiętam nazwy rzeki ani zalewu L. I już po zmroku dochodzimy do Bedrzichova. Wpadliśmy na obiad do jakiegoś czeskiego baru szybkiej obsługi i już z pełnymi brzuchami, zadowoleni i nieco zagrzani, schodzimy do naszego pensjonatu, gdzie powitała nas cisza. Rowerzystów jeszcze nie było, ale jak się później okazało, znaleźli miłą gospodę i nie zamierzali jej opuścić przed zamknięciem, więc do nich dołączyliśmy.

Po pierwszej wyrypie zgodnie stwierdziliśmy rano, że w tak piękną pogodę wycieczka lajtowa jest akurat. Pojechaliśmy objechać Liberec. I faktycznie, objechaliśmy go tak, jak chyba nikt inny, bo wróciliśmy znowu grubo po zmroku i resztkach prowiantowych, ale… Liberec okrążony, przełęcz przy Jestet również zdobyta, okolice zwiedzone, architektura poznana, pizza skonsumowana, występ duetu muzycznego w restauracji też był… 

Na koniec już „przy domu” znaleźliśmy knajpkę u Wikinga (przynajmniej na takiego wyglądał, jeśli wybaczy mu się klapki) z kuchnią slow food. Warknięcie TO NIE JE FAST FOOD otworzyło nam wrota do czeskiej konsumpcji na najwyższym poziomie.

Ostatni dzień był już spokojny i kompletnie nie wymagający wysiłku. Wjechaliśmy na Jestet i podziwialiśmy widoki, a było na co patrzeć. Potem pojechaliśmy na obiad do browaru w Harrachovie i do domu. Po drodze pomachaliśmy grupie rowerowej na Polanie Jakuszyckiej.

Jeśli pieszynka miała dzień lajtowy, to dlatego, że woziła bagaże w bagażnikach :) My z powrotem w stylu MTB (Mam Tu Bagaż) już trasami cywilizowanymi doczłapaliśmy się na Polanę Jakuszycką. Po drodze piękny zjazd z widokiem na Mamucią Skocznię i ser smażony w zacisznej restauracji w lesie.

To był bardzo miły długi weekend, spędzony w zimowej scenerii, w górach, z dala od miejskiego zgiełku i hałasu. Oby naładowane tam akumulatory na długo starczyły.

3 dni, a jakby z tydzień urlopu. Ja nie wiem, jak to działa, ale to podobno właściwości czeskiego powietrza :)

-Aga-

-Laura-

Galeria

Strona 6 z 31
Jesteś tutaj: Home Czytelnia Aktualności LAURA
Wszelkie prawa zastrzeżone 2011-2012-2013 Razem Bezpiecznie. Projekt JoomlArt.com. Zmiany i Wykonanie: Elas

Na naszej stronie wykorzystywane są pliki cookies. Stosujemy je w celach zapewnienia maksymalnej wygody użytkowników przy korzystaniu z naszych serwisów. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij w AKCEPTUJĘ. Jeżeli nie wyrażasz zgody - zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej w naszej Polityce Prywatności ( zobacz ).

EU Cookie Directive Module Information